czwartek, 8.grudnia.2011, 19:10
Nadszedł czas na kolejną ocenę i na pierwszego bloga autorstwa Orli Black, http://graciadumbledore.mylog.pl/ (dzięki jej opowiadaniom nie powinnam się nudzić do następnego stulecia). Jednak co ma być to będzie, a kiedyś wziąć się trzeba.
Rozdziały są trzy, dam im po 30 punktów maksymalnie, 10 zostawię na pierwsze wrażenie i ogólne wizualne sprawy.
Pierwsze wrażenie i wygląd:
Pomarańczowo! Gorąco. Strasznie żarówiasto - za strasznie jak dla mnie. Monitor błaga o zmniejszenie nasycenia kolorów. Sama grafika nie jest zła - choć czerwony napis jest zupełnie nieczytelny. Czcionek i ich kolorów czepiać się nie mogę, bo są moimi poprawkami - uwielbiam czcionkę Ubuntu, mam ją nawet aktualnie na swoim blogu.
Jest dużo linków, dużo buttonów, nawet like z facebooka, a przy nim liczba trzynastu osób lubiących i podpis, że szablon jest od dziewczyn z Diversusa - świat jest mały.
Daję 4/10
1. Pro Memoria
Pierwsze co mnie uderza w pierwszym rozdziale, który o dziwo nie ma tytułu 'Prolog' to hiszpańskie imiona, kojarzące mi się od razu z brazylijskimi telenowelami, które zwykła oglądać nocami moja babcia. Czytam i coś w tej narracji mnie drażni, nie mocno, ale jednak.
Jak mogły brzmieć chłodniej, skoro list do rzeczonego Alejandra brzmiał:
Trochę dziwne jak dla mnie, że można być jeszcze chłodniejszym w napisaniu dwóch prostych zdań, w których nie widać ani kropli emocji.
Do tego kawałka mam dwa "ale".
1) Graci? a nie Gracii? Wydaje mi się, że tak poprawnie powinno się odmieniać to imię.
2) mówi się 'zapadła w pamięć' i skoro to wyrażenie zakorzenione w naszym języku nie powinno się go zmieniać (poza zmianą końcówki czasownika 'zapaść' w zależności od osoby i czasu)
W tym kawałku natomiast mam wrażenie, że przecinki zamiast kropek byłyby bardziej na miejscu.
Ała, błąd!
Tutaj nie podoba mi się fakt, że w akapicie nie ma słowa o Landrze i Gracii, a jednak wita nas czasownik 'usłyszały'. Znacznie lepiej byłoby 'zawiał wiatr i słychać było lekki trzask' lub 'zawiał wiatr i dał się słyszeć lekki trzask'. Cokolwiek bezosobowego.
Kolejne zdanie też muszę wkleić:
Wystarczyłoby zwykłe 'a' przed gdy, by brzmiało to lepiej.
No i Pub pod Miotłą? Kiedy więc dzieje się akcja? Wiem, że Slughorn kiedyś powiedział, że pamięta jak to było pod 'Miotłą', a nie 'Trzema Miotłami' jednak bez określonych choć minimalnie ram czasowych ciężko mi stwierdzić czy to celowy zabieg czy nie.
A nie Gracię? Takie coś przeczytałabym jak 'grejsi'.
Podsumowując:
Tyłka mi nie urwało, te imiona mi trochę przeszkadzają w normalnym funkcjonowaniu, pomarańczowe tło strasznie daje po oczach, ale porozmawiamy o tym później, bo chyba mam pewien pomysł jak to choć trochę zneutralizować.
Jestem trochę ciekawa co będzie dalej, Aberforth to dość niszowa postać z Harry'ego Pottera i jeszcze nie spotkałam niczego, co opierałoby się na jego rodzinie.
Zaraz biorę się za kolejny rozdział.
18/30
2. Nutka Amortencji
I już na wstępie muszę się przyczepić:
Utkwiła spojrzenie 'w kim? w czym?' a nie w 'kogo?, co?'.
Tego zdania nie mam zamiaru się czepiać, cieszę się po prostu, że mi przypomniałaś o zrobieniu sobie inki.
Tutaj już upewniłam się, że jedna Miotła była błędem, bo akcja dzieje się 15 lat po walce Dumbledore'a z Grindewaldem.
Widziałam parę błędów.
Poza tym, mam trochę mieszane uczucia co do Ministerstwa Magii osobnego na każdy kraj - wiem, że nie mamy tego sprecyzowanego w książkach Rowling, opierając się tylko i wyłącznie na Wielkiej Brytanii, jednak wciąż mnie nie przekonuje wizja osobnego Ministerstwa dla każdego kraju.
Rozumiem, że na tym polega Twoja wizja, to nic złego, choć po prostu do mnie nie przemawia.
Był taki moment, że miałam wrażenie, że Albus zacznie czuć coś do Landry przez Amortencję w powietrzu (co by było dużym błędem w fabule), ale tak się nie stało. Pochwalę więc za pomysł perfum z Amortencją - dla każdego jest to w takim razie najpiękniejszy zapach na świecie.
25/30
I ostatni już rozdział.
3. Szef Departamentu Sekretów i Tajemnic
Tylko wezmę się za niego po rozrobieniu ciasta na pizzę.
Ten przecinek jest zupełnie nie na miejscu, ten drugi.
Tu masz pomieszany czas. Nie w tym stylu piszesz całość, więc zdanie powinno brzmieć inaczej, już z całą pewnością czasownik 'ucieszy'. Nie wiem, może też przesadzam, ale w innej formie bym to widziała - burzy mi to wszystko. Może to sam zwrot 'wcale się nie ucieszy'?
Drugi przecinek jest tu zbędny - przeczytaj sobie to zdanie na głos - robisz pauzę tam gdzie przecinek? Nie. Nie są to zdania podrzędne czy nadrzędne czy cokolwiek, co musiałabyś oddzielać przecinkami.
Jakichś.
Znów sytuacja z przecinkami. Powiesz mi co Cię skłania do stawiania ich w takich miejscach? Mamy odpowiedź na 'kiedy', a potem czynność, nie wymaga to przecinka.
Mimo to rozdział podobał mi się najbardziej.
Nie zrozumiałam dlaczego Landra miałaby zostać macochą Gracii, skoro jej ojciec jej aż tak nie toleruje, no ale, przyjmijmy, że perfumy z amortencją mogło by zrobić swoje i aż tak namieszać. Jednakże - w jaki sposób Aberforth może być tego świadomy? Bo wiesz, bez Amortencji ludzie nawet nie pamiętają jak się zachowywali...
22/30
Uzyskujesz 69%, co daje Ci miejsce w kategorii 'Na poziomie'.
Co do ogólniejszych przemyśleń - widać, że czytasz to przed publikacją, bo nie roi się od błędów, choć się one zdarzają - ja też czytam wszystkie swoje wpisy, a później, bo dłuższym czasie potrafię znaleźć w ciągu jednego miesiąca wpisów z pięć błędów - prawdopodobnie po prostu je przeoczyłaś.
Na te przecinki jednak zwróć większą uwagę - każdy nadprogramowy przecinek i każda nadprogramowa kropka zaburzają dynamikę czytania, a w opowiadaniu dynamika i rytmika są bardzo ważne.
Rozdziały są trzy, dam im po 30 punktów maksymalnie, 10 zostawię na pierwsze wrażenie i ogólne wizualne sprawy.
Pierwsze wrażenie i wygląd:
Pomarańczowo! Gorąco. Strasznie żarówiasto - za strasznie jak dla mnie. Monitor błaga o zmniejszenie nasycenia kolorów. Sama grafika nie jest zła - choć czerwony napis jest zupełnie nieczytelny. Czcionek i ich kolorów czepiać się nie mogę, bo są moimi poprawkami - uwielbiam czcionkę Ubuntu, mam ją nawet aktualnie na swoim blogu.
Jest dużo linków, dużo buttonów, nawet like z facebooka, a przy nim liczba trzynastu osób lubiących i podpis, że szablon jest od dziewczyn z Diversusa - świat jest mały.
Daję 4/10
1. Pro Memoria
Pierwsze co mnie uderza w pierwszym rozdziale, który o dziwo nie ma tytułu 'Prolog' to hiszpańskie imiona, kojarzące mi się od razu z brazylijskimi telenowelami, które zwykła oglądać nocami moja babcia. Czytam i coś w tej narracji mnie drażni, nie mocno, ale jednak.
Wszystkie listy brzmiały podobnie, były jednak chłodniejsze niż ten do Alejandra
Jak mogły brzmieć chłodniej, skoro list do rzeczonego Alejandra brzmiał:
Alejandro,
Milagros nie żyje. Pogrzeb odbędzie się na dniach.
Proszę, przyjedź,
Landra
Trochę dziwne jak dla mnie, że można być jeszcze chłodniejszym w napisaniu dwóch prostych zdań, w których nie widać ani kropli emocji.
Boleśnie zapadła Graci w pamięci również wizyta wikarego
Do tego kawałka mam dwa "ale".
1) Graci? a nie Gracii? Wydaje mi się, że tak poprawnie powinno się odmieniać to imię.
2) mówi się 'zapadła w pamięć' i skoro to wyrażenie zakorzenione w naszym języku nie powinno się go zmieniać (poza zmianą końcówki czasownika 'zapaść' w zależności od osoby i czasu)
Aberforth Dumbledore w swojej najlepszej, ciemnej szacie wyjściowej i w wypolerowanych na wysoki połysk butach. Landra Navarro w długiej czarnej sukni z hiszpańskiej koronki, z wachlarzem z czerwonych piór w ręce, w kordobiańskiej kolii z ogromnych rubinów na szyi i ciemnych włosach upiętych na karku w pękaty kok. I ona, malutka dziewczynka, prowadzona za rękę przez ciotkę, z oczami utkwionymi w jeden punkt przed sobą.
W tym kawałku natomiast mam wrażenie, że przecinki zamiast kropek byłyby bardziej na miejscu.
Czas płyną dalej choć nie było już Milagros Dumbledore.
Ała, błąd!
Zawiał wiatr i usłyszały lekki trzask.
Tutaj nie podoba mi się fakt, że w akapicie nie ma słowa o Landrze i Gracii, a jednak wita nas czasownik 'usłyszały'. Znacznie lepiej byłoby 'zawiał wiatr i słychać było lekki trzask' lub 'zawiał wiatr i dał się słyszeć lekki trzask'. Cokolwiek bezosobowego.
Kolejne zdanie też muszę wkleić:
Koc trzymany przez ciotkę upadł na podłogę, gdy schyliła się, aby go podnieść do pokoju ktoś wszedł.
Wystarczyłoby zwykłe 'a' przed gdy, by brzmiało to lepiej.
No i Pub pod Miotłą? Kiedy więc dzieje się akcja? Wiem, że Slughorn kiedyś powiedział, że pamięta jak to było pod 'Miotłą', a nie 'Trzema Miotłami' jednak bez określonych choć minimalnie ram czasowych ciężko mi stwierdzić czy to celowy zabieg czy nie.
moją siostrzenicę Gracie
A nie Gracię? Takie coś przeczytałabym jak 'grejsi'.
Podsumowując:
Tyłka mi nie urwało, te imiona mi trochę przeszkadzają w normalnym funkcjonowaniu, pomarańczowe tło strasznie daje po oczach, ale porozmawiamy o tym później, bo chyba mam pewien pomysł jak to choć trochę zneutralizować.
Jestem trochę ciekawa co będzie dalej, Aberforth to dość niszowa postać z Harry'ego Pottera i jeszcze nie spotkałam niczego, co opierałoby się na jego rodzinie.
Zaraz biorę się za kolejny rozdział.
18/30
2. Nutka Amortencji
I już na wstępie muszę się przyczepić:
Ciocia utkwiła niewidzące spojrzenie w swój bilet na pociąg z Hogsmeade do Londynu i z Londynu do Barcelony.
Utkwiła spojrzenie 'w kim? w czym?' a nie w 'kogo?, co?'.
Gracia lekko drgnęła, wylewając odrobinę kawy zbożowej
Tego zdania nie mam zamiaru się czepiać, cieszę się po prostu, że mi przypomniałaś o zrobieniu sobie inki.
Tutaj już upewniłam się, że jedna Miotła była błędem, bo akcja dzieje się 15 lat po walce Dumbledore'a z Grindewaldem.
Widziałam parę błędów.
- Nie mówisz po hiszpańsku - wypali w końcu.
Poza tym, mam trochę mieszane uczucia co do Ministerstwa Magii osobnego na każdy kraj - wiem, że nie mamy tego sprecyzowanego w książkach Rowling, opierając się tylko i wyłącznie na Wielkiej Brytanii, jednak wciąż mnie nie przekonuje wizja osobnego Ministerstwa dla każdego kraju.
Rozumiem, że na tym polega Twoja wizja, to nic złego, choć po prostu do mnie nie przemawia.
Był taki moment, że miałam wrażenie, że Albus zacznie czuć coś do Landry przez Amortencję w powietrzu (co by było dużym błędem w fabule), ale tak się nie stało. Pochwalę więc za pomysł perfum z Amortencją - dla każdego jest to w takim razie najpiękniejszy zapach na świecie.
25/30
I ostatni już rozdział.
3. Szef Departamentu Sekretów i Tajemnic
Tylko wezmę się za niego po rozrobieniu ciasta na pizzę.
- Co cię do nas sprowadza? - zapytała Landra Navarro, lekko się, uśmiechając.
Ten przecinek jest zupełnie nie na miejscu, ten drugi.
A do rozdysponowania było mnóstwo rzeczy, na widok których, Aberforth Dumbledore, wcale się nie ucieszy (może poza cavą).
Tu masz pomieszany czas. Nie w tym stylu piszesz całość, więc zdanie powinno brzmieć inaczej, już z całą pewnością czasownik 'ucieszy'. Nie wiem, może też przesadzam, ale w innej formie bym to widziała - burzy mi to wszystko. Może to sam zwrot 'wcale się nie ucieszy'?
Gdy wrócili do domu, zastali ciocię Landrę na kanapie, zaśmiewającą się do rozpuku, podczas czytania jakiejś gazety.
Drugi przecinek jest tu zbędny - przeczytaj sobie to zdanie na głos - robisz pauzę tam gdzie przecinek? Nie. Nie są to zdania podrzędne czy nadrzędne czy cokolwiek, co musiałabyś oddzielać przecinkami.
- Od jakiś ośmiu lat - powiedział po namyśle mężczyzna.
Jakichś.
Po posiłku, ciocia posadziła obu panów na kanapie, postawiła przed nimi karmelizowane migdały i zaproponowała, żeby sobie porozmawiali.
Znów sytuacja z przecinkami. Powiesz mi co Cię skłania do stawiania ich w takich miejscach? Mamy odpowiedź na 'kiedy', a potem czynność, nie wymaga to przecinka.
Mimo to rozdział podobał mi się najbardziej.
Nie zrozumiałam dlaczego Landra miałaby zostać macochą Gracii, skoro jej ojciec jej aż tak nie toleruje, no ale, przyjmijmy, że perfumy z amortencją mogło by zrobić swoje i aż tak namieszać. Jednakże - w jaki sposób Aberforth może być tego świadomy? Bo wiesz, bez Amortencji ludzie nawet nie pamiętają jak się zachowywali...
22/30
Uzyskujesz 69%, co daje Ci miejsce w kategorii 'Na poziomie'.
Co do ogólniejszych przemyśleń - widać, że czytasz to przed publikacją, bo nie roi się od błędów, choć się one zdarzają - ja też czytam wszystkie swoje wpisy, a później, bo dłuższym czasie potrafię znaleźć w ciągu jednego miesiąca wpisów z pięć błędów - prawdopodobnie po prostu je przeoczyłaś.
Na te przecinki jednak zwróć większą uwagę - każdy nadprogramowy przecinek i każda nadprogramowa kropka zaburzają dynamikę czytania, a w opowiadaniu dynamika i rytmika są bardzo ważne.
Nastrój:
Kategoria: na poziomie [od 56%]
Komentarze (4), Dodaj
niedziela, 27.listopada.2011, 00:30
Widząc ilość zgłoszeń w księdze gości i korzystając z nadmiaru czasu wolnego, postanowiłam dzisiaj nadrobić chociaż część zaległości. Gorzka Czekolada na celowniku. Mimo że, jak sama w swoim opisie zaznaczyłam, nie lubię oceniać opowiadań, postanowiłam się przemóc i spróbować. Mam tylko cichą nadzieję, iż będzie to opowiadanie autorskie, a nie fanfiction.
Wita mnie sentencja, której sens jest mi nie do końca jasny. No nic, może coś mnie oświeci podczas czytania. Szablon utrzymany jest w przyjemnej dla oka kolorystyce. Zastanawiam się tylko, czy czcionka nie jest nieco za jasna i czy po pewnym czasie nie rozbolą mnie oczy. W nagłówku widzę twarz Billa Kaulitza. Słodko i jakże oryginalnie. Nigdy wcześniej nie widziałam opowiadania o Tokio Hotel, hehe. Dobra, nie uprzedzam się, idę dalej.
4/5 za wygląd
Menu jest, wszystkie konieczne odnośniki też. Tylko ta statystyka nieco psuje klimat. Przechodzę do działu "o mnie".
So sophisticated. Jak ja kocham to pisanie o sobie w trzeciej osobie. Kocham też tę napompowaną otoczkę, którą obecnie tworzy wokół siebie prawie każda internetowa pisareczka. Ale to tak na marginesie. Obiecałam, że nie będę się uprzedzać, czyż nie?
Linki są umieszczone w podstronie "o mnie". Już sama nie wiem, czy to dobrze, czy źle. Niby jest estetycznie, ale jednak do czegoś to menu służy.
8/10 za praktyczność i porządek
Odpalam prolog.
Ledwo zaczynam, a tu już pseudopoetycki bełkot. Dlaczego odnoszę wrażenie, że główna bohaterka będzie typową Mary Sue?
Jedyny fragment, który tak naprawdę przypadł mi do gustu. Reszta jest do granic możliwości przesycona patosem. Umiesz pisać, to widać, ale nie jestem do końca pewna, czy idziesz w dobrym kierunku... Na razie się powstrzymam, przeczytam resztę. Prolog pozostawia w czytelniku mieszane uczucia, ale też zaciekawia. Nic tam nie jest jasne. Według mnie to plus, w końcu nie można od razu wszystkiego podać na tacy, czyż nie?
9/15
Rozdział pierwszy. Mogę się nie wypowiadać na temat tekstów pisanych kursywą, zamieszczanych na początku? Zaoszczędzę sobie nerwów i poradzę Ci przeczytać TO.
To mi się podoba. Opisujesz w taki sposób, że łatwo można wyobrazić sobie całą sytuację, wczuć się w bohaterkę.
Czyżby przyszedł czas na marysuizm?
Śmierć rodziców - jest. Odhaczam.
Tak, bo każdy gwiazdor zabiera swoją dziewczynę na profesjonalne sesje zdjęciowe i namawia do czynnego w nich udziału. Jeszcze nigdy w życiu nie widziałam zdjęć Billa Kaulitza z dziewczyną/chłopakiem. A już na bank nie było to zdjęcie z profesjonalnej sesji.
Naiwna. Bill Kaulitz, jak sama bohaterka zauważyła, ma tysiące, jeśli nie miliony fanek. Sam fakt, że wybrał akurat ją spośród nich, jest dość nierealny, a co dopiero głupia nadzieja, że zostanie z nią do końca życia. Życie jest brutalne. A co dopiero życie w show-biznesie. Ale cóż, znając opkowe realia, i tak się zejdą.
Czyżby zauroczenie idolem przerodziło się w niezdrową obsesję? To się leczy. A przynajmniej powinno.
Bo dziennikarze nie mają nic innego do roboty, tylko uganiać się za jedną z iluśtam dziewczyn wokalisty TH. Poza tym nie chce mi się wierzyć, że Eilinne była pierwszą i ostatnią. Skoro nie jest to opowiadanie science-fiction, trzymaj się jako tako realiów. Każdego czasem ponosi wyobraźnia, ale przenoszenie każdej naszej fantazji na papier nie jest do końca dobrym pomysłem.
Rozpowszechnili jej nagie foty? Udostępnili w internecie film porno? Podłożyli zdechłego kota pod drzwi? A, nie, napisali, że była dziewczyną Billa z TH i umieścili ich wspólne zdjęcia w gazetce dla nastolatek. Też bym się załamała na jej miejscu.
Zdanie powinno brzmieć: "jedynymi ludźmi, jakich jeszcze można było tu spotkać, byli dobrze jej znani mieszkańcy".
Wszyscy [lub ktoś] tak się nią martwili, a nikt nawet nie raczył jej odwiedzić? Prawdziwy przyjaciel po trzech dniach nie dawania znaku życia wparowałby jej na chatę, walnął z liścia, wyciągnął za szmaty z łóżka i kazał się ogarnąć.
Żeby nie było, że tylko się czepiam, takie zdania w Twoim wykonaniu mi się podobają. Nie są aż tak patetyczne, a budują pewien nastrój. Następne linijki to obszerny opis uczuć Billa. Rozdział konczy się wypowiedzeniem przez niego imienia głównej bohaterki. Czyli zakończenia już możemy się domyślać.
8/15
Rozdział drugi, jak na razie ostatni. Napisany w sierpniu. Notka z października informuje, iż to jeszcze nie koniec.
No nic, jedziemy dalej. Jestem ciekawa, czy wprowadzisz więcej dynamiki.
Tekst pisany kursywą omijam szerokim łukiem, wybacz. Przechodzę od razu do sedna. Wspomniałam już, że podoba mi się pomysł z soundtrackami?
Może i się czepiam, ale takie powtórzenia nie brzmią dobrze.
Naprawdę wyolbrzymiasz. Musiałaby zrobić coś naprawdę epickiego, żeby aż uciekać do Wielkiej Brytanii przed dziennikarzami. A, zapomniałam, przecież była dziewczyną Billa Kaulitza, no tak.
A jednak, obsesja, nie myliłam się.
Ależ światowe te dziewczyny.
Nie powinno być tu przecinka.
KOBIETĄ? Tą kobietą, ale tym kobietom.
W pierwszym zdaniu znowu przecinek nie tam, gdzie trzeba. Drugie jest dla mnie jakieś... nielogiczne? Nie umiem znaleźć odpowiedniego słowa. No, kretyńskie z lekka, nie wiem, jak inaczej to określić.
W przedpokoju.
Chyba krwistoczerwoną?
Później jest dialog między bliźniakami Kaulitz, który chyba miał być niejako zabawny. Nie wiem, jaki miał on cel i prawdopodobnie się nie dowiem, gdyż w tym momencie historia się urywa.
7/15
Dziewczyno, umiesz pisać, masz bogate słownictwo i potrafisz całkiem nieźle zbudować nastrój, to Ci muszę przyznać. Ale to opowiadanie to jeden wielki przerost formy nad treścią. Patetyczne teksty na początku każdego rozdziału, dobijające zachowanie głównej bohaterki... Rozumiem smutek czy nawet rozpacz po rozstaniu z ukochanym, rozumiem depresję po stracie dziecka, ale ile można się nad sobą użalać? Nie rozumiem też tego, że wszyscy wokół niej skaczą, zamiast zaprowadzić do jakiegoś psychologa. Poza tym często zdarza Ci się wciskać przecinki tam, gdzie nie trzeba.
36/60, czyli 60%
Mała sugestia ode mnie: może pomyśl nad inną tematyką? Ta wzniosłość najzwyczajniej w świecie nie pasuje do opowiadania o Tokio Hotel. A byłby z tego całkiem niezły dramat, gdyby tylko osadzić bohaterów w nieco innych realiach, ożywić akcję i dialogi, ogarnąć tą Twoją Eilinne...
Wita mnie sentencja, której sens jest mi nie do końca jasny. No nic, może coś mnie oświeci podczas czytania. Szablon utrzymany jest w przyjemnej dla oka kolorystyce. Zastanawiam się tylko, czy czcionka nie jest nieco za jasna i czy po pewnym czasie nie rozbolą mnie oczy. W nagłówku widzę twarz Billa Kaulitza. Słodko i jakże oryginalnie. Nigdy wcześniej nie widziałam opowiadania o Tokio Hotel, hehe. Dobra, nie uprzedzam się, idę dalej.
4/5 za wygląd
Menu jest, wszystkie konieczne odnośniki też. Tylko ta statystyka nieco psuje klimat. Przechodzę do działu "o mnie".
Vivienne Anna Shelwood jest jedną z wielu początkujących pisarek XXI wieku.
So sophisticated. Jak ja kocham to pisanie o sobie w trzeciej osobie. Kocham też tę napompowaną otoczkę, którą obecnie tworzy wokół siebie prawie każda internetowa pisareczka. Ale to tak na marginesie. Obiecałam, że nie będę się uprzedzać, czyż nie?
Linki są umieszczone w podstronie "o mnie". Już sama nie wiem, czy to dobrze, czy źle. Niby jest estetycznie, ale jednak do czegoś to menu służy.
8/10 za praktyczność i porządek
Odpalam prolog.
W światowym śnie byli zniewoleni wolnością...
Ledwo zaczynam, a tu już pseudopoetycki bełkot. Dlaczego odnoszę wrażenie, że główna bohaterka będzie typową Mary Sue?
Niewątpliwie były prawdziwe. On sam był bardziej realny niż mogła sobie to wymarzyć. Żaden ze snów minionego roku nie byłby w stanie tak rzetelnie oddać aksamitu jego ust, kształtu jego perfekcyjnie wyprofilowanych kości policzkowych, a już na pewno nie tego blasku nadziei, który nadal bez żadnych trudności dostrzegała w jego czekoladowych tęczówkach.
Jedyny fragment, który tak naprawdę przypadł mi do gustu. Reszta jest do granic możliwości przesycona patosem. Umiesz pisać, to widać, ale nie jestem do końca pewna, czy idziesz w dobrym kierunku... Na razie się powstrzymam, przeczytam resztę. Prolog pozostawia w czytelniku mieszane uczucia, ale też zaciekawia. Nic tam nie jest jasne. Według mnie to plus, w końcu nie można od razu wszystkiego podać na tacy, czyż nie?
9/15
Rozdział pierwszy. Mogę się nie wypowiadać na temat tekstów pisanych kursywą, zamieszczanych na początku? Zaoszczędzę sobie nerwów i poradzę Ci przeczytać TO.
Zamknęła oczy, mimo to świat nadal wirował w jej głowie. Błogie uczucie odrętwienia paraliżowało jej ciało; najpierw palce, potem stopy i dłonie, ręce i całe nogi, aż w końcu nie czuła już nic. Odpływała w czarną otchłań, choć ta była niczym, w porównaniu z aktem bezbrzeżnej agonii, którą musiała znosić za każdym razem, gdy ktoś choćby wspominał o nim, w jej obecności...
To mi się podoba. Opisujesz w taki sposób, że łatwo można wyobrazić sobie całą sytuację, wczuć się w bohaterkę.
Stojąc na progu kuchni przez chwilę się zawahała. Nie była pewna, jak dokładnie wygląda, ale coś w samym tym przypuszczeniu, podsuwało jej obraz daleki do pewnego siebie oblicza celebrytki, którą stała się w ostatnich miesiącach.
Czyżby przyszedł czas na marysuizm?
Od kilku lat mieszkał sam w ich rodzinnym domu. Nie miał dziewczyny, a po śmierci matki zamknął się w sobie.
Śmierć rodziców - jest. Odhaczam.
Jak na przewijanym szybko filmie widziała siebie, jego, utrwalone przez paparazzich ich wspólne wyjścia i zdjęcia z profesjonalnych sesji, na które godziła się pod subtelnymi namowami...
Tak, bo każdy gwiazdor zabiera swoją dziewczynę na profesjonalne sesje zdjęciowe i namawia do czynnego w nich udziału. Jeszcze nigdy w życiu nie widziałam zdjęć Billa Kaulitza z dziewczyną/chłopakiem. A już na bank nie było to zdjęcie z profesjonalnej sesji.
Uprzedzał ją i uświadamiał. Pokazywał sławę od kulis. Wiedziała, że będzie ciężko. Nikt jednak nie powiedział jej wówczas, że któregoś dnia on zniknie z jej rzeczywistości, pozostawiając po sobie jedynie ponurą aurę rozgłosu, medialną burzę i zgiełk prasowych skandali.
Naiwna. Bill Kaulitz, jak sama bohaterka zauważyła, ma tysiące, jeśli nie miliony fanek. Sam fakt, że wybrał akurat ją spośród nich, jest dość nierealny, a co dopiero głupia nadzieja, że zostanie z nią do końca życia. Życie jest brutalne. A co dopiero życie w show-biznesie. Ale cóż, znając opkowe realia, i tak się zejdą.
Z dnia na dzień jej zmysły wariowały coraz bardziej. Obłąkanie przychodziło razem z bezlitosnymi atakami spazmów, bólu i duszącego ją cierpienia. Nie potrafiła nad tym panować. Trwała w istnieniu, niczym narkoman na odwyku, miotając się i rzucając w objęciach szarej codzienności. Tęsknota obezwładniała ją z każdym następnym oddechem...
Czyżby zauroczenie idolem przerodziło się w niezdrową obsesję? To się leczy. A przynajmniej powinno.
- Po co? - Obróciła się nagle gwałtownie. - Po co? - powtórzyła. - Żeby znowu mnie dopadli? Chcesz, żeby i tym razem o mnie pisali? Chcesz, żeby ci pieprzeni dziennikarze zniszczyli mi życie? Przecież niby prosił ich, żeby dali mi spokój i co to...
Bo dziennikarze nie mają nic innego do roboty, tylko uganiać się za jedną z iluśtam dziewczyn wokalisty TH. Poza tym nie chce mi się wierzyć, że Eilinne była pierwszą i ostatnią. Skoro nie jest to opowiadanie science-fiction, trzymaj się jako tako realiów. Każdego czasem ponosi wyobraźnia, ale przenoszenie każdej naszej fantazji na papier nie jest do końca dobrym pomysłem.
- ...i już to zrobili. - przerwał jej, wzdychając. - Już zniszczyli ci życie, nie widzisz tego? Czasami mam wrażenie... że moja siostra umarła. - dokończył, choć wyraźnie nie to chciał powiedzieć.
Rozpowszechnili jej nagie foty? Udostępnili w internecie film porno? Podłożyli zdechłego kota pod drzwi? A, nie, napisali, że była dziewczyną Billa z TH i umieścili ich wspólne zdjęcia w gazetce dla nastolatek. Też bym się załamała na jej miejscu.
Uliczki Nienhagen opustoszały z wakacyjnych turystów, i jedynymi ludźmi, jakich jeszcze można było tu spotkać, byli dobrze jej znanymi mieszkańcami.
Zdanie powinno brzmieć: "jedynymi ludźmi, jakich jeszcze można było tu spotkać, byli dobrze jej znani mieszkańcy".
Komórka zawibrowała jej w dłoni, a na ekranie pojawił się komunikat: „Masz 113 nieodebranych połączeń i 58 nieodczytanych wiadomości”. Kliknęła mały, kwadratowy klawisz i dech zaparło jej w piersiach...
Wszyscy [lub ktoś] tak się nią martwili, a nikt nawet nie raczył jej odwiedzić? Prawdziwy przyjaciel po trzech dniach nie dawania znaku życia wparowałby jej na chatę, walnął z liścia, wyciągnął za szmaty z łóżka i kazał się ogarnąć.
Zapalił papierosa. Nie wiedzieć, czemu, sprawiało mu to ulgę. Cisza dzisiejszego wieczoru zdawała się wtapiać w szept jego własnego serca. Sam nie wiedział, czy więcej jest dzisiaj w nim pustki, czy chaosu niewypowiedzianych myśli.
Żeby nie było, że tylko się czepiam, takie zdania w Twoim wykonaniu mi się podobają. Nie są aż tak patetyczne, a budują pewien nastrój. Następne linijki to obszerny opis uczuć Billa. Rozdział konczy się wypowiedzeniem przez niego imienia głównej bohaterki. Czyli zakończenia już możemy się domyślać.
8/15
Rozdział drugi, jak na razie ostatni. Napisany w sierpniu. Notka z października informuje, iż to jeszcze nie koniec.
No nic, jedziemy dalej. Jestem ciekawa, czy wprowadzisz więcej dynamiki.
Tekst pisany kursywą omijam szerokim łukiem, wybacz. Przechodzę od razu do sedna. Wspomniałam już, że podoba mi się pomysł z soundtrackami?
Tej nocy nie spała zbyt dobrze. Właściwie, w ogóle nie spała. Hałaśliwe, rozwrzeszczane angielskim jazgotem, ulice napawały ją przedziwnym rodzajem obrzydzenia. Grupy rozwrzeszczanych, pijanych studentów przewijały się co chwilę, tuż pod oknem pokoju, w którym miała mieszkać przez kilka następnych dni. Weekend właśnie się zaczynał...
Może i się czepiam, ale takie powtórzenia nie brzmią dobrze.
Nicole dobrze o tym wiedziała, a i ona również zdawała sobie z tego sprawę. Tutaj, w Swords nikt nie interesował się ani nim, ani tym bardziej nią. Gazety też nie rozpisywały się, na ten temat. Tutejsza codzienność była całkowicie pozbawiona jakichkolwiek zachodnioeuropejskich ciekawostek, co było niezwykle miłą odmianą...
Naprawdę wyolbrzymiasz. Musiałaby zrobić coś naprawdę epickiego, żeby aż uciekać do Wielkiej Brytanii przed dziennikarzami. A, zapomniałam, przecież była dziewczyną Billa Kaulitza, no tak.
Odkąd się poznali, zapisywała w nich wszystko, czym karmiła swoje serce. Przelewała na papier każdą myśl, każdą emocję, uczucie, czy słowo, które było dla niej czymś więcej. Dowodem na jej miłość; dowodem na to, że była, śniła, marzyła, cierpiała ale przede wszystkim... kochała. Zapisywała to wszystko z myślą o nim, by kiedyś mógł to otworzyć i, być pewnym wszystkiego, co do niego czuła...
A jednak, obsesja, nie myliłam się.
Nie pamiętała już, kiedy tak naprawdę szczerze ze sobą rozmawiały. Może odkąd, za namową Billa, wyjechała z nim do Stanów? A może jeszcze wcześniej...? Może jeszcze wtedy, gdy Nicki wyprowadziła się do Dublina? Tak, to chyba od wtedy...
Ależ światowe te dziewczyny.
Widać było, jak gorączkowo próbuje zrozumieć sens wypowiedzianego, przez Eilinne zdania...
Nie powinno być tu przecinka.
Uzależniła się od niego. Albo nie. Nie od niego. Od tych „pieprzonych hormonów, które faceci podają kobietą już przy pierwszym wspólnym drinku”
KOBIETĄ? Tą kobietą, ale tym kobietom.
Nie wiedziała na ile prawdy, jest w tym, o czym mówiła jej przyjaciółka. Faktem było jednak, że kochała go na długo przed ich pierwszym, wspólnym alkoholem.
W pierwszym zdaniu znowu przecinek nie tam, gdzie trzeba. Drugie jest dla mnie jakieś... nielogiczne? Nie umiem znaleźć odpowiedniego słowa. No, kretyńskie z lekka, nie wiem, jak inaczej to określić.
Stała na przedpokoju mieszkania Nicole.
W przedpokoju.
Stając naprzeciw lustra w łazience, pomalowała usta czerwono-krwistą szminką.
Chyba krwistoczerwoną?
Później jest dialog między bliźniakami Kaulitz, który chyba miał być niejako zabawny. Nie wiem, jaki miał on cel i prawdopodobnie się nie dowiem, gdyż w tym momencie historia się urywa.
7/15
Dziewczyno, umiesz pisać, masz bogate słownictwo i potrafisz całkiem nieźle zbudować nastrój, to Ci muszę przyznać. Ale to opowiadanie to jeden wielki przerost formy nad treścią. Patetyczne teksty na początku każdego rozdziału, dobijające zachowanie głównej bohaterki... Rozumiem smutek czy nawet rozpacz po rozstaniu z ukochanym, rozumiem depresję po stracie dziecka, ale ile można się nad sobą użalać? Nie rozumiem też tego, że wszyscy wokół niej skaczą, zamiast zaprowadzić do jakiegoś psychologa. Poza tym często zdarza Ci się wciskać przecinki tam, gdzie nie trzeba.
36/60, czyli 60%
Mała sugestia ode mnie: może pomyśl nad inną tematyką? Ta wzniosłość najzwyczajniej w świecie nie pasuje do opowiadania o Tokio Hotel. A byłby z tego całkiem niezły dramat, gdyby tylko osadzić bohaterów w nieco innych realiach, ożywić akcję i dialogi, ogarnąć tą Twoją Eilinne...
Nastrój:
Kategoria: na poziomie [od 56%]