Wita mnie sentencja, której sens jest mi nie do końca jasny. No nic, może coś mnie oświeci podczas czytania. Szablon utrzymany jest w przyjemnej dla oka kolorystyce. Zastanawiam się tylko, czy czcionka nie jest nieco za jasna i czy po pewnym czasie nie rozbolą mnie oczy. W nagłówku widzę twarz Billa Kaulitza. Słodko i jakże oryginalnie. Nigdy wcześniej nie widziałam opowiadania o Tokio Hotel, hehe. Dobra, nie uprzedzam się, idę dalej.
4/5 za wygląd
Menu jest, wszystkie konieczne odnośniki też. Tylko ta statystyka nieco psuje klimat. Przechodzę do działu "o mnie".
Vivienne Anna Shelwood jest jedną z wielu początkujących pisarek XXI wieku.
So sophisticated. Jak ja kocham to pisanie o sobie w trzeciej osobie. Kocham też tę napompowaną otoczkę, którą obecnie tworzy wokół siebie prawie każda internetowa pisareczka. Ale to tak na marginesie. Obiecałam, że nie będę się uprzedzać, czyż nie?
Linki są umieszczone w podstronie "o mnie". Już sama nie wiem, czy to dobrze, czy źle. Niby jest estetycznie, ale jednak do czegoś to menu służy.
8/10 za praktyczność i porządek
Odpalam prolog.
W światowym śnie byli zniewoleni wolnością...
Ledwo zaczynam, a tu już pseudopoetycki bełkot. Dlaczego odnoszę wrażenie, że główna bohaterka będzie typową Mary Sue?
Niewątpliwie były prawdziwe. On sam był bardziej realny niż mogła sobie to wymarzyć. Żaden ze snów minionego roku nie byłby w stanie tak rzetelnie oddać aksamitu jego ust, kształtu jego perfekcyjnie wyprofilowanych kości policzkowych, a już na pewno nie tego blasku nadziei, który nadal bez żadnych trudności dostrzegała w jego czekoladowych tęczówkach.
Jedyny fragment, który tak naprawdę przypadł mi do gustu. Reszta jest do granic możliwości przesycona patosem. Umiesz pisać, to widać, ale nie jestem do końca pewna, czy idziesz w dobrym kierunku... Na razie się powstrzymam, przeczytam resztę. Prolog pozostawia w czytelniku mieszane uczucia, ale też zaciekawia. Nic tam nie jest jasne. Według mnie to plus, w końcu nie można od razu wszystkiego podać na tacy, czyż nie?
9/15
Rozdział pierwszy. Mogę się nie wypowiadać na temat tekstów pisanych kursywą, zamieszczanych na początku? Zaoszczędzę sobie nerwów i poradzę Ci przeczytać TO.
Zamknęła oczy, mimo to świat nadal wirował w jej głowie. Błogie uczucie odrętwienia paraliżowało jej ciało; najpierw palce, potem stopy i dłonie, ręce i całe nogi, aż w końcu nie czuła już nic. Odpływała w czarną otchłań, choć ta była niczym, w porównaniu z aktem bezbrzeżnej agonii, którą musiała znosić za każdym razem, gdy ktoś choćby wspominał o nim, w jej obecności...
To mi się podoba. Opisujesz w taki sposób, że łatwo można wyobrazić sobie całą sytuację, wczuć się w bohaterkę.
Stojąc na progu kuchni przez chwilę się zawahała. Nie była pewna, jak dokładnie wygląda, ale coś w samym tym przypuszczeniu, podsuwało jej obraz daleki do pewnego siebie oblicza celebrytki, którą stała się w ostatnich miesiącach.
Czyżby przyszedł czas na marysuizm?
Od kilku lat mieszkał sam w ich rodzinnym domu. Nie miał dziewczyny, a po śmierci matki zamknął się w sobie.
Śmierć rodziców - jest. Odhaczam.
Jak na przewijanym szybko filmie widziała siebie, jego, utrwalone przez paparazzich ich wspólne wyjścia i zdjęcia z profesjonalnych sesji, na które godziła się pod subtelnymi namowami...
Tak, bo każdy gwiazdor zabiera swoją dziewczynę na profesjonalne sesje zdjęciowe i namawia do czynnego w nich udziału. Jeszcze nigdy w życiu nie widziałam zdjęć Billa Kaulitza z dziewczyną/chłopakiem. A już na bank nie było to zdjęcie z profesjonalnej sesji.
Uprzedzał ją i uświadamiał. Pokazywał sławę od kulis. Wiedziała, że będzie ciężko. Nikt jednak nie powiedział jej wówczas, że któregoś dnia on zniknie z jej rzeczywistości, pozostawiając po sobie jedynie ponurą aurę rozgłosu, medialną burzę i zgiełk prasowych skandali.
Naiwna. Bill Kaulitz, jak sama bohaterka zauważyła, ma tysiące, jeśli nie miliony fanek. Sam fakt, że wybrał akurat ją spośród nich, jest dość nierealny, a co dopiero głupia nadzieja, że zostanie z nią do końca życia. Życie jest brutalne. A co dopiero życie w show-biznesie. Ale cóż, znając opkowe realia, i tak się zejdą.
Z dnia na dzień jej zmysły wariowały coraz bardziej. Obłąkanie przychodziło razem z bezlitosnymi atakami spazmów, bólu i duszącego ją cierpienia. Nie potrafiła nad tym panować. Trwała w istnieniu, niczym narkoman na odwyku, miotając się i rzucając w objęciach szarej codzienności. Tęsknota obezwładniała ją z każdym następnym oddechem...
Czyżby zauroczenie idolem przerodziło się w niezdrową obsesję? To się leczy. A przynajmniej powinno.
- Po co? - Obróciła się nagle gwałtownie. - Po co? - powtórzyła. - Żeby znowu mnie dopadli? Chcesz, żeby i tym razem o mnie pisali? Chcesz, żeby ci pieprzeni dziennikarze zniszczyli mi życie? Przecież niby prosił ich, żeby dali mi spokój i co to...
Bo dziennikarze nie mają nic innego do roboty, tylko uganiać się za jedną z iluśtam dziewczyn wokalisty TH. Poza tym nie chce mi się wierzyć, że Eilinne była pierwszą i ostatnią. Skoro nie jest to opowiadanie science-fiction, trzymaj się jako tako realiów. Każdego czasem ponosi wyobraźnia, ale przenoszenie każdej naszej fantazji na papier nie jest do końca dobrym pomysłem.
- ...i już to zrobili. - przerwał jej, wzdychając. - Już zniszczyli ci życie, nie widzisz tego? Czasami mam wrażenie... że moja siostra umarła. - dokończył, choć wyraźnie nie to chciał powiedzieć.
Rozpowszechnili jej nagie foty? Udostępnili w internecie film porno? Podłożyli zdechłego kota pod drzwi? A, nie, napisali, że była dziewczyną Billa z TH i umieścili ich wspólne zdjęcia w gazetce dla nastolatek. Też bym się załamała na jej miejscu.
Uliczki Nienhagen opustoszały z wakacyjnych turystów, i jedynymi ludźmi, jakich jeszcze można było tu spotkać, byli dobrze jej znanymi mieszkańcami.
Zdanie powinno brzmieć: "jedynymi ludźmi, jakich jeszcze można było tu spotkać, byli dobrze jej znani mieszkańcy".
Komórka zawibrowała jej w dłoni, a na ekranie pojawił się komunikat: „Masz 113 nieodebranych połączeń i 58 nieodczytanych wiadomości”. Kliknęła mały, kwadratowy klawisz i dech zaparło jej w piersiach...
Wszyscy [lub ktoś] tak się nią martwili, a nikt nawet nie raczył jej odwiedzić? Prawdziwy przyjaciel po trzech dniach nie dawania znaku życia wparowałby jej na chatę, walnął z liścia, wyciągnął za szmaty z łóżka i kazał się ogarnąć.
Zapalił papierosa. Nie wiedzieć, czemu, sprawiało mu to ulgę. Cisza dzisiejszego wieczoru zdawała się wtapiać w szept jego własnego serca. Sam nie wiedział, czy więcej jest dzisiaj w nim pustki, czy chaosu niewypowiedzianych myśli.
Żeby nie było, że tylko się czepiam, takie zdania w Twoim wykonaniu mi się podobają. Nie są aż tak patetyczne, a budują pewien nastrój. Następne linijki to obszerny opis uczuć Billa. Rozdział konczy się wypowiedzeniem przez niego imienia głównej bohaterki. Czyli zakończenia już możemy się domyślać.
8/15
Rozdział drugi, jak na razie ostatni. Napisany w sierpniu. Notka z października informuje, iż to jeszcze nie koniec.
No nic, jedziemy dalej. Jestem ciekawa, czy wprowadzisz więcej dynamiki.
Tekst pisany kursywą omijam szerokim łukiem, wybacz. Przechodzę od razu do sedna. Wspomniałam już, że podoba mi się pomysł z soundtrackami?
Tej nocy nie spała zbyt dobrze. Właściwie, w ogóle nie spała. Hałaśliwe, rozwrzeszczane angielskim jazgotem, ulice napawały ją przedziwnym rodzajem obrzydzenia. Grupy rozwrzeszczanych, pijanych studentów przewijały się co chwilę, tuż pod oknem pokoju, w którym miała mieszkać przez kilka następnych dni. Weekend właśnie się zaczynał...
Może i się czepiam, ale takie powtórzenia nie brzmią dobrze.
Nicole dobrze o tym wiedziała, a i ona również zdawała sobie z tego sprawę. Tutaj, w Swords nikt nie interesował się ani nim, ani tym bardziej nią. Gazety też nie rozpisywały się, na ten temat. Tutejsza codzienność była całkowicie pozbawiona jakichkolwiek zachodnioeuropejskich ciekawostek, co było niezwykle miłą odmianą...
Naprawdę wyolbrzymiasz. Musiałaby zrobić coś naprawdę epickiego, żeby aż uciekać do Wielkiej Brytanii przed dziennikarzami. A, zapomniałam, przecież była dziewczyną Billa Kaulitza, no tak.
Odkąd się poznali, zapisywała w nich wszystko, czym karmiła swoje serce. Przelewała na papier każdą myśl, każdą emocję, uczucie, czy słowo, które było dla niej czymś więcej. Dowodem na jej miłość; dowodem na to, że była, śniła, marzyła, cierpiała ale przede wszystkim... kochała. Zapisywała to wszystko z myślą o nim, by kiedyś mógł to otworzyć i, być pewnym wszystkiego, co do niego czuła...
A jednak, obsesja, nie myliłam się.
Nie pamiętała już, kiedy tak naprawdę szczerze ze sobą rozmawiały. Może odkąd, za namową Billa, wyjechała z nim do Stanów? A może jeszcze wcześniej...? Może jeszcze wtedy, gdy Nicki wyprowadziła się do Dublina? Tak, to chyba od wtedy...
Ależ światowe te dziewczyny.
Widać było, jak gorączkowo próbuje zrozumieć sens wypowiedzianego, przez Eilinne zdania...
Nie powinno być tu przecinka.
Uzależniła się od niego. Albo nie. Nie od niego. Od tych „pieprzonych hormonów, które faceci podają kobietą już przy pierwszym wspólnym drinku”
KOBIETĄ? Tą kobietą, ale tym kobietom.
Nie wiedziała na ile prawdy, jest w tym, o czym mówiła jej przyjaciółka. Faktem było jednak, że kochała go na długo przed ich pierwszym, wspólnym alkoholem.
W pierwszym zdaniu znowu przecinek nie tam, gdzie trzeba. Drugie jest dla mnie jakieś... nielogiczne? Nie umiem znaleźć odpowiedniego słowa. No, kretyńskie z lekka, nie wiem, jak inaczej to określić.
Stała na przedpokoju mieszkania Nicole.
W przedpokoju.
Stając naprzeciw lustra w łazience, pomalowała usta czerwono-krwistą szminką.
Chyba krwistoczerwoną?
Później jest dialog między bliźniakami Kaulitz, który chyba miał być niejako zabawny. Nie wiem, jaki miał on cel i prawdopodobnie się nie dowiem, gdyż w tym momencie historia się urywa.
7/15
Dziewczyno, umiesz pisać, masz bogate słownictwo i potrafisz całkiem nieźle zbudować nastrój, to Ci muszę przyznać. Ale to opowiadanie to jeden wielki przerost formy nad treścią. Patetyczne teksty na początku każdego rozdziału, dobijające zachowanie głównej bohaterki... Rozumiem smutek czy nawet rozpacz po rozstaniu z ukochanym, rozumiem depresję po stracie dziecka, ale ile można się nad sobą użalać? Nie rozumiem też tego, że wszyscy wokół niej skaczą, zamiast zaprowadzić do jakiegoś psychologa. Poza tym często zdarza Ci się wciskać przecinki tam, gdzie nie trzeba.
36/60, czyli 60%
Mała sugestia ode mnie: może pomyśl nad inną tematyką? Ta wzniosłość najzwyczajniej w świecie nie pasuje do opowiadania o Tokio Hotel. A byłby z tego całkiem niezły dramat, gdyby tylko osadzić bohaterów w nieco innych realiach, ożywić akcję i dialogi, ogarnąć tą Twoją Eilinne...
3 komentarzy
Następne 1 Poprzednie
|
|
gorzka-czekoladaniedziela, 27.listopada.2011, 22:33 89.72.213.137 |
|
Super, jest ocena, dziękuję za poświęcony czas. Ale mam chyba jednak kilka zdań do powiedzenia, odnośnie Twojego 'czepiania się'. Nie mam nic przeciwko konstruktywnej krytyce, po to z resztą się zgłosiłam. Opowiadanie jest jak najbardziej fanficktion, nigdzie nie napisałam, że nie. Druga sprawa to taka, że nie wydaje mi się, że 'wyolbrzymiam'. Jeśli masz takich przyjaciół o jakich piszesz, to naprawdę cieszę się, że trafiłaś na tak świetnych ludzi, którzy 'po trzech dniach nie dawania znaku życia wparowaliby Ci na chatę, walnęli z liścia, wyciągnęli za szmaty z łóżka i kazał się ogarnąć', a nie założyli z góry, że gdybyś ich potrzebowała to zadzwoniłabyś sama. Ale z doświadczenia wiem, że ludzie rzadko kiedy robią coś takiego.
|
|
|
sobota, 3.grudnia.2011, 22:25 89.228.233.183 |
|
wymiana linkami? |
|
|
niedziela, 4.grudnia.2011, 14:32 89.228.232.51 |
|
również dodałam :) |